Na Czasie

„VENOM” #1 – Eddie ponownie jest jednością z Venomem! | Recenzja komiksu

THEY ARE VENOM! Po latach rozłąki Eddie Brock i jego kosmiczny partner ponownie tworzą duet, który doskonale znamy i kochamy. Marvel postanowił wykonać spory zwrot w historii jednego ze swoich najbardziej rozpoznawalnych antybohaterów. Za sterami nowej serii zasiada Charles Soule, a za stronę graficzną odpowiada Tommaso Bianchi. Czy powrót do klasycznego Venoma to strzał w dziesiątkę? A może Marvel po prostu zaczyna kręcić się w kółko? Jedno jest pewne – symbiont wrócił do Eddiego, a razem z nim powróciło sporo charakterystycznego dla tej postaci szaleństwa!

POWRÓT DO KORZENI, CZYLI EDDIE BROCK ZNOWU JEST VENOMEM!

Ostatnie lata były dla Venoma naprawdę niezwykłą podróżą. Kosmiczne konflikty, wielkie wydarzenia, Knull, zmieniający się gospodarze i kolejne rewolucje w mitologii symbiontów sprawiły, że postać przeszła sporą ewolucję. Nie wszystkim jednak odpowiadał ten kierunek.

Po wydarzeniach związanych z „QUEEN IN BLACK” przyszedł czas na nowe rozdanie. Eddie Brock ponownie łączy się z symbiontem i zamierza udowodnić, że może być prawdziwym bohaterem. Nie zamierza jednak podporządkowywać się oczekiwaniom innych superbohaterów.

I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część tej historii. Eddie chce pomagać ludziom, ale nie zamierza nagle stać się kolejnym grzecznym członkiem superbohaterskiej społeczności. Nadal jest sobą. Nadal ma charakter, temperament i własne spojrzenie na sprawiedliwość. A Venom? Cóż, jego metody w dalszym ciągu mogą budzić pewne obawy. Charles Soule bardzo dobrze wykorzystuje potencjał relacji pomiędzy Eddiem i symbiontem. Ich wewnętrzne dialogi, wzajemne docinki oraz specyficzne poczucie humoru przypominają, dlaczego ten duet od lat cieszy się tak dużą popularnością. To właśnie relacja dwóch osobowości stanowi największą siłę komiksu.

SPIDER-MAN, IRON MAN I RESZTA EKIPY NIE BĘDĄ ZACHWYCENI!

Nowy Venom nie zamierza prosić o pozwolenie na bycie bohaterem. Już od początku widać, że jego relacje z pozostałymi herosami Marvela nie będą należały do najłatwiejszych.

Na jego drodze pojawiają się między innymi Spider-Man, Iron Man, Wolverine i Invisible Woman. Ich podejście do Eddiego jest zrozumiałe – trudno przecież zapomnieć o wszystkich wydarzeniach z przeszłości i nagle zaufać komuś, kto przez lata funkcjonował na granicy bohaterstwa i potworności. Soule dobrze rozumie, że Venom nie powinien być po prostu kolejnym Spider-Manem w czarnym kostiumie. To postać o zupełnie innym charakterze, która nawet próbując robić właściwe rzeczy, potrafi wywołać niezły chaos. Warto również zwrócić uwagę na obecność Yeleny Belovej, znanej jako White Widow. Jej relacja z Eddiem staje się jednym z bardziej zaskakujących elementów pierwszego zeszytu. Ostatnie strony przynoszą interesujący zwrot, który może mieć spore znaczenie dla dalszego rozwoju serii.

I właśnie za takie niespodzianki lubię komiksy Marvela!

CHARLES SOULE – CZY TO ODPOWIEDNI CZŁOWIEK NA ODPOWIEDNIM MIEJSCU?

Scenarzysta ma przed sobą trudne zadanie. Po rozbudowanych i mocno kosmicznych historiach Al Ewinga trzeba było znaleźć sposób na ponowne zainteresowanie czytelników klasyczną formułą Venoma. Soule wybiera bezpieczniejszą drogę, ale nie oznacza to całkowitego odcinania się od przeszłości. Zamiast kolejnej wielkiej wojny symbiontów dostajemy historię skupioną na Eddiem, jego partnerze oraz próbie odnalezienia się w nowej rzeczywistości. To dobry ruch, szczególnie dla czytelników, którzy niekoniecznie śledzili wszystkie ostatnie wydarzenia w uniwersum Marvela. Pierwszy zeszyt nie wymaga od nowych odbiorców znajomości każdego wcześniejszego komiksu o Venomie. Można wejść w tę historię bez konieczności odrabiania kilkuletnich zaległości.

Nie oznacza to jednak, że wszystko jest idealne.

Największym zagrożeniem dla nowej serii jest wtórność. Powrót do klasycznego Eddiego Brocka daje dużo satysfakcji, ale jednocześnie pojawia się pytanie, jak długo Marvel będzie w stanie rozwijać tę formułę bez powtarzania znanych już schematów. Na razie Soule dostarcza solidne otwarcie, ale prawdziwy sprawdzian dopiero przed nim.

TOMMASO BIANCHI ROBI ROBOTĘ! VENOM WYGLĄDA JAK PRAWDZIWY POTWÓR!

Ogromnym atutem pierwszego zeszytu jest warstwa graficzna. Tommaso Bianchi przedstawia Venoma jako prawdziwie przerażającą istotę. Sylwetka symbionta jest bardziej zwierzęca, postura charakterystycznie pochylona, a ogromna paszcza i uzębienie doskonale podkreślają jego potworną naturę.

To bardzo dobry kierunek. Venom powinien budzić respekt, a nie wyglądać jak kolejny superbohater w efektownym kostiumie. Rysunki Bianchiego dobrze współgrają z klimatem opowieści. Artysta potrafi nadać postaci dynamikę, a poszczególne kadry mają odpowiednią energię. Szczególnie dobrze wypadają sceny akcji, w których symbiont może zaprezentować swoje możliwości. Za kolory odpowiada Yen Nitro. Mroczna atmosfera, odpowiednie operowanie światłem i wyraziste barwy sprawiają, że całość prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Warto również docenić pracę Claytona Cowlesa przy liternictwie. Sposób prezentowania dialogów i wewnętrznych głosów pomaga podkreślić specyficzną relację Eddiego z symbiontem. Wizualnie jest naprawdę dobrze!

CZY MARVEL WRESZCIE ODNAJDZIE SWOJEGO VENOMA?

Największą zaletą „VENOM” #1 jest świadomość tego, co czyni tę postać wyjątkową.

Nie potrzebujemy za każdym razem kolejnej kosmicznej rewolucji, nowych królów symbiontów czy wydarzenia, które zmieni całe uniwersum Marvela. Czasami wystarczy Eddie Brock, jego kosmiczny partner, trochę problemów i miasto, które niekoniecznie ma ochotę oglądać ich kolejne wybryki. Nie jest to jednak komiks pozbawiony wad. Pierwszy zeszyt momentami sprawia wrażenie powrotu do dobrze znanych schematów, a niektóre elementy fabuły dopiero czekają na rozwinięcie. Nie każdy czytelnik będzie również zachwycony nowym podejściem do Eddiego i jego życia prywatnego. Mimo wszystko kierunek obrany przez Charlesa Soule’a daje nadzieję na naprawdę interesującą serię.

PODSUMOWANIE

„VENOM” #1 to udany powrót do klasycznej formuły, na którą wielu fanów czekało od dłuższego czasu. Eddie Brock i symbiont ponownie tworzą duet, który potrafi rozbawić, przestraszyć i narobić niezłego bałaganu.

Charles Soule stawia na charakter postaci, humor i relacje z pozostałymi bohaterami Marvela. Tommaso Bianchi dostarcza natomiast bardzo dobrą oprawę graficzną, dzięki której Venom ponownie wygląda jak istota, z którą lepiej nie zadzierać. Czy to najlepszy początek nowej serii o symbioncie? Na pewno jeden z ciekawszych kierunków, jakie Marvel mógł obrać po ostatnich latach.

EDDIE BROCK POWRÓCIŁ! VENOM POWRÓCIŁ! A MY CHCEMY WIĘCEJ!

OCENA FLASH-NEWS.PL: 8/10

INFORMACJE O KOMIKSIE

  • Tytuł: VENOM #1
  • Scenariusz: Charles Soule
  • Rysunki: Tommaso Bianchi
  • Kolory: Yen Nitro
  • Liternictwo: Clayton Cowles
  • Okładka: Davide Paratore
  • Wydawnictwo: Marvel Comics
  • Premiera: 14 października 2026
  • Liczba stron: 32
  • Cena okładkowa: 4,99 USD
  • Język: angielski

DLA KOGO?

Dla fanów klasycznego Venoma, Eddiego Brocka, historii ulicznych osadzonych w uniwersum Marvela oraz wszystkich tych, którzy tęsknili za duetem, od którego wszystko się zaczęło.

GDZIE KUPIĆ?

ATOM Comics: https://www.atomcomics.pl/pl/p/VENOM-1/306206

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *