Teoria, że Steve Rogers to tak naprawdę Loki co raz bardziej podbija umysły fanów MCU i naprawdę spora część z nich jest przekonana, że właśnie to zobaczymy w AVENGERS: DOOMSDAY. Wyjaśnię wam prostymi faktami DLACZEGO to nie ma absolutnie sensu. A jest ich kilka.

Loki jest bogiem opowieści. W momencie, gdy Rogers ponownie pojawia się w historii Avengersów, Loki siedzi już na tronie i utrzymuje całe multiwersum w ryzach. Istnieje też możliwość, że do tego czasu Doctor Doom zdążył już się do niego dobrać.
Kolejnym istotnym faktem jest to, że w 2. sezonie LOKI sam Loki odwiedził Steve’a i Peggy. Jaki byłby więc sens tego, żeby po przeniesieniu ich na Ziemię F4, gdzie mogli przez wiele lat żyć spokojnie i doczekać się syna, nagle zaczął przybierać postać Rogersa? Trudno znaleźć jakiekolwiek racjonalne argumenty przemawiające za taką teorią. Fani najwyraźniej dopisują do tego scenariusz, który nie ma większego sensu i najprawdopodobniej NIE znajdzie żadnego potwierdzenia w AVENGERS: DOOMSDAY.
Steve Rogers to Steve Rogers, a Loki to Loki. Steve po prostu się postarzał i wygląda inaczej, co jest zupełnie naturalne. Bracia Russo nie bez powodu postawili na wygląd nawiązujący do wizerunku Nomada. Nie ma potrzeby doszukiwać się w tym drugiego dna i tworzyć teorii, które nie mają solidnych podstaw. Sama fabuła również to potwierdza. Doom porwie finalnie Rogersa i „pozwoli” mu zachować wszelkie wspomnienia przed stworzeniem Battleworldu.
Avengersi, najwięksi bohaterowie Ziemi, są gotowi zrobić wszystko, nawet sprzymierzyć się z nowymi sojusznikami, aby chronić świat przed nadciągającym zagrożeniem. Premiera AVENGERS: DOOMSDAY już 18 grudnia (przedpremiera już od 16 grudnia!).
